RSS
 

#14

11 sty

Parę kilogramów mniej na początku każdego nowego wyzwania dietetycznego powinno generalnie zmotywować każdego do większego działania i ogólnie lepszego samopoczucia. Powinno. Stary wyjadacz dietowy ze mnie więc ja WIEM że to .. woda. W chuj wody można by rzecz i szczerze mówiąc nie wiem gdzie ona jeszcze w tym moim organizmie jest. Wiadomo – w ciągu dnia sie chodzi siku raz, dwa trzy i cztery .. ale w nocy? No przecież ja szczam [za przeproszeniem] jak krowa. 2:50 w jeden dzień, 2:40 w drugi .. dzisiaj 1:24. Generalnie można dostać furii, tym bardziej że przysypiam zawsze! a tam końca nie widać. No nie mówie że to źle czy coś, ale wolałabym pozbywać się tłuszczu jednak ..

Bo jeśli o nim mowa to lekka tragedia jest. Przyznać się muszę że nie wiem czy ja kiedykolwiek tyle ważyłam! Chyba nie.

I teraz pytanie – dlaczego sobie to robisz? No więc to jest tak już gdzieś powiedziane że szewc bez butów chodzi. Znam podstawy i te wszystkie premium inne też. Wiem co i jak powinno się jeść, kiedy i w jakiś ilościach, ba! nawet rozkład btw jest sobie w stanie określić. Ale lepsze są orzeszki, pizza, ciasta, ciasteczka .. Bo kurwa Pani Domu od siedmiu boleści raz torcik upiekła, potem jej sie spodobało i hulaj dusza, a dupa rośnie. I urosła!

A że mam zakaz na siłownie to od ponad roku robię nic. Nic, oprócz pieczenia, gotowania i .. jedzenia.

Postanowiłam więc mieć w dupie to co powiedział mi jeden mądry lekarz i .. pójdę na fitness. O ile w końcu tam trafie bo stałam się bardzo kanapową kluseczką. Uściślając kanapowo – kuchenną. I gdyby jeszcze był ktoś do akompaniamentu – byłoby raźniej. A tak .. mam kolejny powód do marudzenia. Taka ze mnie jęczybuła ..

 
1 komentarz

Napisane w kategorii day-by-day

 

#13

09 sty

Idealnym sprawdzianem silnej woli jest moja koleżanka z pracy. Przyniósłszy wczoraj pełną torbę z McDonalda rozsiała zapach żarcia po całym pokoju, doprowadzając moje ślinianki do rozpaczy. A potem pół dnia nie dość że chodził za mną cheesburger to jeszcze mus czekoladowy. I śliniłam się tak i śliniłam .. I wątróbka nie pomogła z cebulką ani też potrawka chińska. Także z wyrzutem wielkim i zapachem śmieciowego żarcia poszłam spać. Lekko zła ..

Dziś mi za to bardzo niewygodnie. Nie wiem jak wytrzymam do 15. Niemniej – rozpoczęłam dzień bardzo produktywnie, w autobusie już zaczęłam pisanie petycji o dzień wolny dla kobiet w drugim dniu okresu. Minimum!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii day-by-day

 

#12

07 sty

Chyba ktoś tu coś zaniedbał .. Uhhh. Ale czasami tak bywa – a że czas pędzi do przodu masakrycznie – oto jestem w nowym 2013.

W podsumowania bawić się nie będę bo nie ma sensu, zresztą 2012 był dość ciężkim rokiem. Postanowień noworocznych nie posiadam, choć parę mam takich tylko dla siebie. Jedyną rzeczą jaką muszę zrobić oficjalnie i głośno to .. OGARNĄĆ SIĘ. Mocno. Ze wszystkim.

Zaczynam z wagą – choć nie wiem czy to jakaś nowość, u mnie szczególnie. Aż mi niedobrze jak sobie pomyśle ile lat już to ciągnę i z jakim efektem. Ale ja sobie znajdę wytłumaczenie na wszystko więc nawet nie mówcie że to moja wina bo udowodnię że nie ..

Potem DR, życie i jakoś pójdzie.

To co, czas zacząć!
bo jak to tak szybko biegnie to ja zanim się obrócę będę chuda szkapa!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii day-by-day

 
 

  • RSS